Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] Joohanne Elizabeth Poesy /// Wariatki Są Wśród Nas

Dodane przez Peepsyble dnia 05-10-2008 12:41
#11

Troche długo czekaliście, ale już jestem ; p

Pojechaliśmy na milicję. Złożyliśmy zeznania, milicjanci byli bardzo mili i obiecali mi, że odzyskają moją torebkę.
- Oczywiście proszę pani, znajdziemy ją.
- Ale szybko, tam są moje buraczki! Zgniją...
- Buraczki na pewno nie zgniją, nie rób przedstawienia - szepnął mi w ucho David.
- Znajdziemy torebkę, znajdą się i buraczki. Nie ma potrzeby do obaw - powiedział w tym samym momencie podkomisarz Poyn.
- Na pewno zgniją, a one są takie drogie... Przywożą je prosto z Kanady.
Pożegnaliśmy się ładnie i poszliśmy do samochodu Davida, który zaproponował mi, że odwiezie mnie do domu.
- Tak, bardzo chętnie, ale zostawiłam samochód na parkingu koło wyścigów. Zawieź mnie tam, dobra?
Ruszyliśmy w drogę powrotną. David był bardzo zamyślony i w końcu powiedział co go gnębi:
- Słuchaj... Ja tu węszę jakąś aferę.

* * *

- Jezus Maria, buraczki? - szepnął przerażony posterunkowy, który jak na złość był dzisiaj pierwszy dzień w pracy. - To wy tu macie takie wezwania?
- Zdarza się. Pani Poesy, jest dziwna, to fakt - odpowiedział mu podkomisarz Poyn.
- Wariatki są wśród nas - powiedział martwym głosem posterunkowy. - Idę kupić piwo. Buraczki... Phi!
Wyszedł niepewnym krokiem z biura i ruszył do sklepu spożywczego.

* * *

- Uważam, że coś tam jest. Podkomisarz bardzo się zainteresował tym co ukradł twoją torebkę. Widziałaś wyraz jego twarzy? Jakby nic, nieważne. Może powinniśmy się popytać na torze, czy ktoś widział tego, kto ukradł torebkę. Jak się pospieszymy to może jeszcze ktoś będzie.
- Ja to mam bezgraniczne szczęście - powiedziałam do siebie. - Znajduję ciebie, ktoś kradnie mi torebkę, a ty mi pomagasz. To cud znaleźć tak uczynnego faceta.

* * *

Posterunkowy Groshek stał w kolejce po piwo, gdy coś pociągnęło go za ramię. Obejrzał się i zobaczył staruszkę, która złapała go za kołnierz swoją laseczką.
- Proszę pana, a czy to tak ładnie w trakcie pracy? Do sklepu chodzić? A jak ktoś będzie potrzebował pomocy to, co?
- Emm... Hm... Ja tylko...
- Niech się pan nie tłumaczy, żebym już tu pana więcej nie widziała, jasne? No, przynajmniej nie w mundurze, nie widzi pan, jakie zamieszanie się zrobiło?
Faktycznie, małe dzieci, czekające na kupujących rodziców, zaczęły go pokazywać palcami, a jeden malutki chłopczyk rozdarł się na cały sklepik: ''Lilicjan, Lilicjan!''
- Ja przepraszam, bardzo, my...
- No już, niech pan kupuje.
Posterunkowy westchnął ciężko i odwrócił się do kasjerki.
- Poproszę dwa piwa. Carlsberg.
- Coo?! To się piwo kupuje? O nie, nie, nie. Potem milicja będzie na haju, a tu kradzież będzie!
- Proszę pani, dwoma piwami, nikt się nie upije. To drugie zresztą dla kolegi, mieliśmy ciężki dzień.

* * *

- Nie taki znowu cud. O już jesteśmy. Chodź polecimy na górę ktoś tam musi być, ktoś musiał go widzieć.
Dzikim truchtem wpadliśmy do środka budynku, a sprzątacz bardziej by się nie przestraszył gdybyśmy jeszcze krzyknęli: ''To jest napad!''. Na górze nie było nikogo, oprócz młodej kobiety, która zawzięcie liczyła swoje, zapewne wygrane pieniądze. Podeszłam do niej.
- Przepraszam panią...
- Och! Ups... Przepraszam - powiedziała kobieta, rozsypując niechcący banknoty. Zaraz posprzątam.
- Nie, nie, my nie w tej sprawie. Chciałam się tylko o coś zapytać. Wcześniej, jakieś czterdzieści pięć minut temu, były wyścigi i ktoś mi ukradł torebkę, z buraczkami. Czy pani czegoś dziwnego nie widziała? Kogoś dziwnego...
- A owszem, widziałam, taką jedną... Młoda, to taka dziwna. Piękna jak marzenie, na czarno ubrana, ciemne okulary, ale włosy jasny blond, prawie białe. Śliczna dziewczyna oglądali się za nią. Przyszła, usiadła, potem wstała, znów usiadła, jakby się nie mogła zdecydować...

* * *

- Ciężki dzień tak? Ja panu dam ciężki dzień! - CIACH.
- Aua!
Starsza pani uderzyła posterunkowego w ramię laską.
- Ja już sobie idę, tylko kupię.
- Chałę pan kupi! Nie wolno milicji wychodzić z posterunku, ot tak sobie!
- Jeszcze dwie bułeczki - wymruczał podkomisarz Groshek do kasjerki.
CIACH.
- Aua! Proszę pani!
- Tak nie wolno! Milicja nie może pić alkoholu w pracy!
- Osiem trzydzieści - powiedziała kasjerka o miłym wyrazie twarzy.
- O Jezu...

* * *

- ...a później znów wstała i podeszła, o tam! - Pani wskazała ręką dokładnie na miejsce gdzie wcześniej siedzieliśmy. - Tam leżało coś, takiego zielonego. Takie duże to dosyć. Podeszła, zabrała i uciekła. Obejrzała się i pobiegła do tylnego wyjścia.
- Dziękujemy pani bardzo, dziękujemy! - powiedział David nie dając mi dojść do słowa i pociągnął mnie w kierunku schodów.
- Czekaj, David.
- Teraz już nic nie zrobimy, to milicja musi przeszukać to miejsce, z tego, co wiem, tam jest schowek sprzątaczek. Wiemy, że kobieta.
- Dziewczyna - poprawiłam go. - Mówiła, że młoda.
- Dziewczyna, kobieta, co za różnica...
Prawie się na niego obraziłam.
- Jedziemy na milicję - zarządził i wepchnął mnie do samochodu.

* * *

- Dziękuję - powiedział posterunkowy Groshek do kasjerki.
- Proszę pana! - CIACH. - Proszę poczekać, tak nie można!
- Proszę pani, ja się spieszę, naprawdę muszę już wracać na posterunek.
CIACH.
- Aua. Naprawdę, proszę pani!
Posterunkowy wreszcie uwolnił się od okropnej staruszki i ruszył do drzwi sklepowych. Wyszedł na ulicę.
- Boże miłosierny, przebacz mi moje grzechy. Za co ja tak cierpię? - wyszeptał, dziwiąc się sobie, że jeszcze żyje i ruszył na posterunek.

Edytowane przez Peepsyble dnia 10-10-2008 16:36