Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: [NZ] Joohanne Elizabeth Poesy /// Wariatki Są Wśród Nas

Dodane przez Peepsyble dnia 11-10-2008 12:33
#15

David składał teraz zeznanie. Ja czekałam na korytarzu razem z posterunkowym. Nudziło mi się straszliwie. David siedział już od godziny. Posterunkowy co chwila rzucał mi ukradkowe spojrzenia i niepewnie patrzył mi w oczy. W końcu się odezwał:
- To... To pani... Znaczy się... W tej torebce były buraczki? - zapytał beznadziejnym głosem.
- Tak - odparłam. - Kupiłam je od razu przed wyścigami, szukałam tego pana - wskazałam drzwi, za którymi siedział David. - One są drogie jak diabli, takie malutkie. Pyszne jak marzenie, a zupa z buraczków...
- A można wiedzieć, dlaczego pani szukała tego pana?
- A pan to jak właściwie się nazywa? - zapytałam nieufnie.
- Um, nie przedstawiłem się. Nazywam się posterunkowy Groshek. Przez 'sh'.
- Ja jestem...
- Tak, już wiemy - odrzekł posterunkowy. - No, więc? Dlaczego pani szukała tego pana?
- No, bo to było tak...
Nim się spostrzegłam, opowiedziałam temu Groshkowi całą historię. Szczególnie zaciekawił się tym, że kasjerka dała i mi i Davidowi taki sam bilet.
- Trzeba by to było sprawdzić. To może być bardzo ważne - powiedział, gdy skończyłam opowieść. - Ja tu węszę jakiś kant.
- O, ja też! A pan ma na swoje nieszczęście mnie w środku całej afery, a więc nie będzie tak łatwo, jak zawsze, niech się pan nie martwi, ja panu rozrywki dostarczę na pewno.
- A żeby pani wiedziała, że już mi pani dostarczyła - odrzekł nieco słabym głosem.
- Że co proszę?
- A, nic, nic...
Po upływie następnej godziny David w końcu wyszedł, pożegnaliśmy się z milicjantami i ruszyliśmy do samochodu.
- Słuchaj, chyba nie jest dobrze - powiedział na wstępie. - Odwiozę cię do domu, zostaw ten swój samochód, tam jest bezpiecznie, nikt raczej nie ukradnie, za dużo zachodu, żeby teraz jeszcze jechać i w ogóle, ty nie możesz.
- Czego ja nie mogę? - zapytałam zaciekawiona.
- Znaczy, eee...
- No, czego? - ponagliłam go.
- Słuchaj, nie denerwuj się, proszę. Dowiedziałem się bardzo dużo rzeczy, oni cię szukają...
- Po co mnie?
- Zamieszałaś się w całkiem niezłe bagno. Oboje się zamieszaliśmy. Teraz posłuchaj uważnie. Dzielnicowy widział jak wchodziłaś wtedy na wyścigi, trzech facetów się podejrzanie na ciebie gapiło. Znali cię, jestem tego pewien. Czekaj... Co miałaś wtedy na sobie?
- O, ty!
- Nie, nie w takim sensie. Miałaś jakąś biżuterię?
- Miałam z białego złota ten mój wisiorek z sercem... Czekaj, potem, jak się spotkaliśmy, jak mi ukradli torebkę, miałam go w niej!
- No właśnie. O to chodzi. Widzieli, co masz na sobie. Potem AK kupowaliśmy bilety, najpierw jeden wpadł do środka, to wtedy jak spadł mój bilet i poszedł szukać ciebie, bo miał nadzieję, że dowie się, na co postawiłaś. Za nim wpadł po chwili drugi, bo się denerwował, że temu pierwszemu się nie uda. Nie znaleźli cię, więc dali sobie spokój. Na twoje nieszczęście jeden później podejrzał, co tam miałaś, jak już było po wyścigach. Potem nie mogli cię odnaleźć, podobno jeździłaś jak szalona codziennie po mieście.
- Szukałam ciebie - powiedziałam z wyrzutem. - Gdzieś ty był?
- Byłem w Krynicy Morskiej, Chwała Bogu. I bardzo dobrze, że tak jeździłaś, inaczej by cię dopadli. Poczekali, dotarłaś na wyścigi. Poszli za tobą. Widzieli błysk złota w twojej torebce, widocznie miałaś ją otwartą. Mieli nadzieję, że to ten wisiorek. Było prawdopodobne, że również tam masz całe pieniądze z ostatniego wyścigu. Gdy tylko odeszłaś, wypchnęli swoją wspólniczkę, a ona zwinęła torebkę.
- Ej, ale czemu tylko mnie szukają, co?
- Bo... Jakby ci to powiedzieć... Uważają cię za zupełną idiotkę, a ze mną nie chcą próbować, bo...
- Proszę, nie mów, że jesteś sprytniejszy - prawie się obraziłam.
- Nie twierdzę, że tak jest, oni tylko tak uważają. Bardzo dobrze.
- Bardzo dobrze? Że chcą mnie znaleźć? Ale po co?
- No właśnie, po co? Bo złapali jednego z nich i wiedzą, że przyjaźnię się ze znajomym podkomisarzem, a ty ze mną, więc wychodzi, że podkomisarz powiedział mi, a ja tobie. Wszystko się zgadza. Tylko oni nie wiedzą, kiedy ty się o tym dowiesz. Nie mają pojęcia, że już to wiesz. Mają nadzieję, że jeszcze nie wiesz. Ale jak się wyda, że wiesz, na pewno cię znajdą. A na razie cię szukają, żebyś się właśnie nie dowiedziała.
- Jezus Maria, jakie to pogmatwane - odrzekłam słabo. - Matko święta, pomóż mi!
- No właśnie, musimy coś wymyślić. Na razie musisz się zachowywać normalnie, prowadzić normalne życie, a jak gdzieś będziesz szła, to tylko z kimś znajomym. Nigdy sama.
- O Matko, a jak się o tobie dowie Diabeł?
- Jaki Diabeł?
- Mój mąż.
- Ty masz męża?
- Tak. Niestety.
- Wiesz, jakbyś chciała ten... No... Znaczy się...
- Wiem - odparłam uśmiechając się lekko.
Dojechaliśmy pod mój dom. Pożegnałam się z Davidem i ruszyłam do klatki schodowej. Mężczyzna zaczął odjeżdżać. Żadne z nas nie zauważyło czarnego Mercedesa czającego się między krzakami, który ruszył w tym samym momencie, co David i pojechał za nim w stronę centrum miasta.

Tak to właśnie było. I z tego wynikła cała kłótnia moja z Diabłem. Bogu dzięki, że Diabeł wrócił tamtego dnia do domu po trzy tygodniowej wycieczce do Tatr i wiedział tylko o mojej pierwszej wyprawie na wyścigi. To oznacza, że znajomy major Diabła nie pilnuje mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Chwała Bogu.

Mam nadzieje, że się podoba ; p Dzięki pomocy Temeraire napisałam następną część. Pisałam dzisiaj o 6.20 ; p