Tytuł: Harry Potter - Hogsmeade, Twoja Magiczna Wioska :: Szkoła życia (_Ariana vs MaFaRa10) [zakończony]

Dodane przez raven dnia 07-09-2014 01:10
#2

rSzkoła życiar1;

Jako jedenastolatka dostałam list z Hogwartu i cieszyłam się jak małe dziecko. Codziennie męczyłam mamę:
- Kiedy idziemy na Pokątną?
- W sierpniu kochanie. r11; odpowiadała.
Ostatniego dnia wakacji był ten dzień. Kupiłyśmy książki, szaty, kociołek... Razem z grupką dzieciaków w moim wieku z uwielbieniem wpatrywałam się z Nimbusa 2000 leżącego na wystawie sklepu miotlarskiego. Potem przyszedł czas na różdżkę. Kiedy weszłam do sklepu, pan Olivander przywitał mnie:
- Po raz pierwszy do Hogwartu?
- Tak proszę pana. - uśmiechnęłam się. Wystarczyło, że przetestowałam dwie różdżki - dąb z włóknem z serca smoka i jesion z piórem feniga. Trzecia, trzynastocalowa, giętka sosnowa różdżka z włosem z ogona jednorożca była idealna.
Po raz pierwszy jechałam ekspresem do Hogwartu. Pożegnałam się z rodzicami na peronie, wciągnęłam wypakowany po brzegi kufer do pierwszego z brzegu przedziału.
- Cześć, jestem Hanna. Mogę tu usiąść? - zapytałam chłopaka w moim wieku siedzącego w przedziale.
- Jasne. - odparł z uśmiechem. Był nieco pulchny, miał blond włosy i niebieskie oczy. Kiedy wepchnęłam kufer na odpowiednie miejsce i usiadłam, do przedziału weszła dziewczyna r11; drobna, rudowłosa.
- Hej, jestem Susan. - powiedziała. Po nie przyszedł jeszcze Justin - przestraszony chłopak, jak się okazało też w naszym wieku. Przez jakiś czas jechaliśmy w milczeniu, ale potem wywiązała się między nami rozmowa.
- Do jakiego domu chcielibyście trafić? - zapytał Ernie. Justin wzruszył tylko ramionami r11; nie wiedział, bo jak nam przed chwilą powiedział, pochodził z mugolskiej rodziny.
- Ja chciałabym trafić do Hufflepuffu, jak większość mojej rodziny. - uśmiechnęła się Susan.
- Ja też! - ucieszył się Ernie.
- A ja chciałaby być w Gryffindorze. r11; powiedziałam. Ernie przez całą podróż przyglądał mi się, jakbym była jakąś zagadką.
Kiedy pociąg dojechał, przebraliśmy się w szaty. Kiedy wysiedliśmy, starsi uczniowie rozeszli się do powozów, a my musieliśmy płynąć łódką przez jezioro. Usiedliśmy w niej we czwórkę, taj jak w przedziale. Jezioro wieczorem było piękne, ale nie podziwialiśmy tego widoku. Byliśmy przestraszeni. Potem zabrano nas do zamku. Ceremonia przydziału.
- Kiedy odczytam wasze nazwiska, będziecie wychodzić na środek i zakładać Tiarę. - poinformowała nas profesor McGonagall. Lista alfabetyczna.
- Hanna Abbott! - powiedziała kobieta. Odetchnęłam głęboko i wyszłam na środek. Niepewnie usiadłam na taborecie i założyłam Tiarę na głowę. Przestraszyłam się, gdy usłyszałam głos:
- Hm... odważna, przyjacielska, lojalna i inteligentna. Gdzie tu cię przydzielić... - głos dochodził z Tiary. Zacisnęłam pięści i czekałam.
- HUFFLEPUFF! - wrzasnął w końcu głos. Rozległy się oklaski. Poszłam do stołu Puchonów i usiadłam na skraju ławki. Potem wszystko potoczyło się szybko...
Pierwsze lekcje, pierwsze uwarzone eliksiry, pierwsze zaklęcia. Wszyscy zazdroszczący Potterowi nowej miotły. Ślizgoni mieszający nas z błotem. Pyskówki, przepychani, śmianie się ze rsłabych Puchonówr1;. Pierwsze wypracowania, jak na razie tylko na kilka stóp pergaminu. Prefekci Slytherinu odbierający nam punkty za byle co. Najchętniej przywaliłabym kilku Ślizgonom, ale rPuchonce nie wypadar1;.
Drugi rok. Nowe lekcje, nowe wyzwania. Profesor Lockhart, w którym nieco się zadurzyłam r11; z resztą, jak większość dziewczyn z roku. Klub pojedynków, ataki, Potter, który okazał się wężoustny. Przesiadywanie w bibliotece i to, jak Ernie przekonywał mnie do swoich racji.
- Ernie, naprawdę myślisz, że to Potter?
- Hanno, on jest wężoustny. Wszyscy wiedzą, że to oznaka czarnoksiężnika. Słyszałaś o jakimś normalnym, przyzwoitym czarodzieju, który by rozmawiał z wężami? Wiesz jaki przezwisko miał Slytherin? Wężowy Język.
Gdy Hermiona Granger została spetryfikowana, było nam głupio. Przeprosiliśmy Harryr17;ego r11; tylko tyle mogliśmy zrobić.
Trzeci rok. Wiedziałam już, że zielarstwo to moja pasja. Przyjaźniliśmy się z Gryfonami. Wiedzieliśmy, że Syriusz Black uciekł z Azkabanu r11; jedno głupie wyjaśnienia prześcigało drugie. Sama twierdziłam, że uciekinier mógł rzamienić się w kwitnące krzewy, aby uniknąć wykryciar1;. No cóż, jako trzynastolatka miałam wyobraźnie.
Czwarty rok. Mistrzostwa świata w Quidditchu, na których błam z Erniem i jego rodziną. Tam czuliśmy się swobodnie r11; nie usieliśmy być ciągle wzorowymi Puchonami. Wraz z jego braćmi po raz pierwszy spróbowaliśmy Ognistej Whisky. Piękny mecz, kolejny łyk alkoholu, ucieczka do lasu. Dziwny symbol na niebie r11; potem dowiedziałam się, że to mroczny Znak. Ludzie w białych maskach palący namioty. Wiedziałam, że dzieje się coś złego.
Moody, który uczył nas zaklęć niewybaczalnych i zamienił Draco Malfoya we fretkę. No dobrze, to drugie akurat było rdzo zabawne.
Zajęcia, na których zajmowaliśmy się sklątkami tylnowybuchowymi r11; przyznaję, nawet je polubiłam. No cóż, ciekawie było obserwować rmocarnychr1; Ślizgonów bojących się małego rzwierzątkar1;.
Potter opowiadający o Sami-Wiecie-Kim. Dumbledore, który to wszystko potwierdził. Prorok Codzienny piszący o rNieszczęśliwym wypadkur1;. Nie wiedzieliśmy, w co wierzyć.
Piąty rok i odznaka prefekta. Całowanie się z Erniem na korytarzu pociągu i ta okropna Umbrigde. Jej Brygada odejmowała nam punkty na każdym kroku. Ja i Ernie byliśmy jednymi z pierwszych, którzy przeszli na stronę Harry'ego r11; po prostu nie wierzyliśmy w te bzdury Ministerstwa. Potem Gwardia Dumbledora. Ćwiczenia i bunt przed Umbrigde. Po raz pierwszy w szkole nie czułam się tylko rgłupią Puchonkąr1;. Czułam się potrzebna! Uczenie się do SUMów i lekkie załamanie nerwowe. Razem z Erniem siedzieliśmy w książkach po dziewięć godzin dziennie! Często zarywaliśmy też noce, praktycznie nie spaiśmy. A na egzaminie zamieniłam swoją fretkę w stado flamingów! Po egzaminie profesor Sprout dała mi za to pięć punktów.
Dostałam siedem sumów. W tym czasie Ministerstwo przejrzało na oczy r11; uwierzyli, że Voldemort powrócił. Śmierciożercy zaczęli mordować i niszczyć wszystkich i wszystko, co im się napatoczyło.
Na szóstym roku podczas lekcji dowiedziałam się, że Sami-Wiecie-Kto zamordował moją matkę. Rozpłakałam się i odesłali mnie do domu. Wpadłam w furię.
Snułam plany i rozwiązania, kłóciłam się ze wszystkimi. Do końca roku nie wróciłam do szkoły, jednak na siódmym roku byłam do tego zmuszona. To już nie był ten sam Hogwart. Po raz pierwszy my, Puchoni mieliśmy dobie r11; nie wychylaliśmy się jak Gryfoni, więc nam się aż tak nie obrywało. Jednak dalej byłam wściekła. Reaktywowaliśmy GD i czynnie w nim działałam. Przestałam się uczyć, zaprzyjaźniłam się z Gryfonami i ciągle obrywałam od nowych rnauczycielir1;. Jednak to mi nie przeszkadzało r11; wiedziałam, że działamy. Napędzała nas myśl, że Harry, Ron i Hermiona żyją oraz robią coś, by pokonać Czarnego Pana. Stworzyliśmy własny slang i system tajnych przejść, pomieszczeń i sygnałów.
Zbliżyłam się do Nevilla Longbottomar11; mimo tych czasów miło było pogadać z kimś o naszej wspólnej pasji, zielarstwie. Po kilku miesiącach zostaliśmy parą. Nie wiedziałam, jak przyjmie to Ernie, ale on tylko mi pogratulował. Kilka dni później oficjalnie zaczął chodzić z Susan.
Przyszedł maj i Bitwa o Hogwart. Ludzie ginęli na moich oczach, ale ja wraz z GD parłam do przodu. Rzucałam zaklęciami, biegałam i pomagałam ludziom. Prowadzili nas George i Fred Weasleowie, którzy nawet wtedy nie mogli oprzeć się żartom.
Niezła impreza! r11; krzyknął George, rzucając Drętwotę na samotnego śmierciożercę biegnącego przed nami.
- Taaak. r11; potwierdził Fred, wyjmując facetowi różdżkę z ręki i wkładając tam replikę, z której przy machnięciu wydobędą się majtki.
- Chłopaki, nie mamy czasu! r11; krzyknęłam, widząc że kolejni śmierciożercy się zbliżają.
Przez cały czas walczyliśmy. W pewnej chwili chłopaki krzyknęli:
- Rozdzielamy się! r11; to były ostatnie słowa, które usłyszałam od Freda.
***
Tak, nauka w Hogwarcie, zwłaszcza w niespokojnych czasach, to prawdziwa szkoła życia. Pierwsze miłości, lekcje, ciekawi ludzie, a z drugiej strony cierpienie, płacz i walka. A dlaczego teraz o tym myślę? Bo z ust mojej córki dzisiaj padło pytanie:
- Mamo, kiedy pójdziemy na Pokątną?